WoWCenter.pl
wikass zabił Mythrax the Unraveler (Normal Uldir) po raz 2.     
kuturin zdobył 7th Legionnaire's Cuffs.     
Nikandra spełnił kryterium Loot 200,000 gold osiągnięcia Got My Mind On My Money.     
Tooly zdobył Fairweather Helm.     
Muattin zdobył osiągnięcie The Dirty Five.     
Yoozku zdobył Parrotfeather Cloak.     
Mlody89 zdobył Royal Apothecary Drape.     
Weakness zabił Dazar, The First King (Mythic King's Rest) po raz 6.     
liq spełnił kryterium osiągnięcia Saving for a Rainy Day.     
Osiol spełnił kryterium osiągnięcia Saving for a Rainy Day.     
Wuntu zabił Zek'voz, Herald of N'zoth (Heroic Uldir) po raz 1.     
Olsa zabił Vectis (Heroic Uldir) po raz 6.     
Sarenus spełnił kryterium osiągnięcia Saving for a Rainy Day.     
kajtasus zdobył osiągnięcie Come Sail Away.     
ossir spełnił kryterium osiągnięcia Saving for a Rainy Day.     
mcpablo spełnił kryterium Alliance players slain. osiągnięcia Frontline Slayer.     
Emmm zabił Taloc (Heroic Uldir) po raz 17.     
AsaGorth spełnił kryterium Big-Mouth Clam osiągnięcia The Oceanographer.     

Rejestracja w piątek trzynastego

permalink wysłany:
Nie jestem przesądny. Gwiazdka z nieba mi nie spadnie, czarny kot nie zwiastuje nieszczęścia, a przejście pod drabiną nigdy nie zmieniło biegu moich spraw. Ale piątek trzynastego miałem zawsze gdzieś z tyłu głowy. Taki dzień, w którym wszystko idzie nie tak. Kawa wykipiała, tramwaj odjechał sprzed nosa, w pracy wysypało się wszystko, co mogło. Wróciłem do domu zły, zmęczony i gotowy po prostu położyć się spać, żeby ten dzień wreszcie się skończył.

Nie położyłem się. Zamiast tego usiadłem przy komputerze. Godzina 22, mieszkanie puste – współlokatorka pojechała na weekend do rodziców. Włączyłem jakiś serial, ale nie mogłem się skupić. Przewijałem, szukałem czegoś, co by mnie odcięło od myśli. I wtedy przypomniałem sobie, że dzień wcześniej kolega w robocie mówił o rejestracji na stronie, gdzie dają coś za darmo. Nie słuchałem go wtedy uważnie. Ale w piątek trzynastego, gdy wszystko już i tak było do bani, pomyślałem – dobra, spróbuję.

Wbiłem w przeglądarkę. Strona wyglądała solidnie – żadnych krzykliwych banerów, żadnych wyskakujących okienek. Znalazłem przycisk rejestracji i bez wahania kliknąłem. Formularz był krótki – email, login, hasło, potwierdzenie. Wypełniłem go szybciej niż zwykle, bo i tak nie miałem nic do stracenia. W ten sposób rozpocząłem vavada registration.

Po potwierdzeniu maila dostałem bonus. Darmowe spiny bez depozytu. Pomyślałem – no dobrze, to teraz zobaczmy, co z tego wyjdzie. Wybrałem automat z motywem dżungli – zielone światła, małpki, egzotyczne kwiaty. Nie spodziewałem się niczego. W końcu to piątek trzynastego, dzień pecha.

Pierwsze dziesięć spinów – nic. Uśmiechnąłem się gorzko. Kolejne dziesięć – zero. W połowie bonusu miałem na koncie jakieś 4 złote. Śmieszne. Ale nie wyłączyłem. Siedziałem i klikałem, bo wciągnęło mnie to, że nie muszę myśleć. Bębny się kręcą, a ja patrzę i czekam.

Trzydziesty spin – 2 złote. Trzydziesty piąty – 0. Czterdziesty – mały błysk, 6 złotych. Zostało ostatnich dziesięć spinów. Byłem już przekonany, że to tyle. Że żaden bonus nie zadziała, a ja zmarnowałem tylko czas.

Aż do czterdziestego piątego spina.

Nagle ekran eksplodował światłami. Wszystkie bębny zatrzymały się na jednym symbolu – złotej małpie. Bonus. Dostałem dodatkowe rundy. W każdej z nich wygrana rosła jak na drożdżach. 15 złotych, 40, 0, 110, 200, 0, 80, 350. Ostatni spin dał 420 złotych. Łącznie – 950 złotych.

Siedziałem przed komputerem z otwartymi ustami. Piątek trzynaste. Dzień pecha. A ja właśnie wygrałem prawie tysiąc złotych z bonusu rejestracyjnego. Nie mogłem uwierzyć. Odświeżyłem stronę. Wciąż działało. Kliknąłem wypłatę. Przelew poszedł błyskawicznie.

Wiedziałem, że nie mogę tego zatrzymać tylko dla siebie. Więc następnego dnia, w sobotę, kupiłem rodzicom nowy telewizor. Ich stary od lat miał plamy na ekranie, ale nie chcieli wydawać pieniędzy. Powiedziałem im, że dostałem premię w robocie. Uwierzyli. A ja patrzyłem, jak uśmiechają się, gdy pierwszy raz włączyli nowy sprzęt. To było bezcenne.

Za resztę zrobiłem zakupy spożywcze na cały tydzień. I zostawiłem trochę na koncie na czarną godzinę.

Nie wróciłem już na tę stronę. Nie dlatego, że się bałem. Po prostu czułem, że ta wygrana była takim małym znakiem, że nawet w dzień pecha może trafić się coś dobrego. I że nie ma sensu próbować tego powtarzać.

Dziś, gdy ktoś pyta mnie o rejestrację w kasynach, mówię krótko: jeśli chcesz spróbować, próbuj tylko za darmo. Ja tak zrobiłem. Wykorzystałem vavada registration, dostałem bonus, miałem fart. I tyle. Nie szukałem więcej, nie wpłacałem własnych pieniędzy. Bo wiem, że gdybym zaczął grać na poważnie, ta historia mogłaby mieć zupełnie inne zakończenie.

Piątek trzynastego przestał być dla mnie pechowym dniem. Teraz, gdy go widzę w kalendarzu, uśmiecham się do siebie. Nie dlatego, że wygrałem. Dlatego, że przypominam sobie tę lekcję – czasem najbardziej nieoczekiwane momenty przynoszą najlepsze niespodzianki. Nawet jeśli zaczynają się od zwykłej rejestracji w sieci. Nawet jeśli nikt w to nie wierzy. Ja wierzę. Bo przeżyłem to sam. I do dzisiaj, gdy rodzice oglądają swój nowy telewizor, a ja patrzę na nich, myślę sobie: to było warto. Każda sekunda. Każdy spin. Każde kliknięcie. I choć nie planowałem tej historii, cieszę się, że się wydarzyła. Bo czasem fart nie wybiera dnia. Przypomina o sobie, gdy najmniej się go spodziewasz. Mnie przypomniał w piątek trzynastego. I wiecie co? Nie zamieniłbym tego na żaden inny dzień.